wiadomości polonijne, Polacy w UK

Królowa nagrodziła polskie organizacje społeczne

Views: 4215
BoWarto

Każdego roku 2 czerwca, w rocznicę koronacji Elżbiety II przyznawane są najwyższe w Wielkiej Brytanii wyróżnienia za działalność społeczną The Queen’s Award for Voluntary Service. W tym roku wśród wyróżnionych są dwie polskie organizacje.  Z Elżbietą Kardynał, założycielką i dyrektorem nagodzonej organizacji European’s Welfare Association CIC (EWA CIC) rozmawia Małgorzata Skibińska.

Kiedy i jak dowiedziałaś się o nominacji?

Cała historia zaczęła się od nominacji, którą wystosował Urząd Miasta w Walsall. Ponieważ jednak ten urząd nominował kilka organizacji działających na podległym im terenie, powstał problem logistyczny i nasza nominacja została złożona oficjalnie przez West Midlands Police. Wiedzieliśmy o tej nominacji, ponieważ do wypełnienia wniosku są potrzebne dość szczegółowe informacje, więc był z nami kontakt. Nominacja została wysłana wiosną/latem ubiegłego roku. Na kolejne miesiące zapomnieliśmy o tym.

Jak od tamtej pory przebiegała procedura i jak się odnaleźliście z tą świadomością?

W październiku otrzymaliśmy wiadomość, że aplikacja z nasza organizacją została wyselekcjonowana do wizytacji i w październiku mieliśmy wizytację. Przyjechał do naszej szkoły prof. Rashid Gatrad, zastępca Porucznika Jej Królewskiej Mości w okręgu West Midlands. Spędził z nami trzy godziny, rozmawiał z nauczycielami, z kadrą, z młodzieżą, z rodzicami, wchodził praktycznie do każdej klasy. Był bardzo przyjazny i ciepły. Wytłumaczył nam cały proces weryfikacyjny. I dało się odczuć, że jest to procedura skomplikowana i do samego końca nie będziemy wiedzieć o wyniku.

Wraz z jego sprawozdaniem wysyłanym do królewskich urzedników szła jego rekomendacja. W ten sposób sprawdzana jest wiarygodność organizacji. Wiadomo, że w aplikacji można napisać wszystko, ale trzeba to zweryfikować. Po wizytacji zapomnieliśmy o procedurze na kolejne pół roku.

Wiedzieliśmy tylko tyle, że zbierze się specjalna kapituła, która będzie podejmować dalsze decyzje. Takich nominacji jest ogromna ilość każdego roku. Już sama nominacja zobowiązywała nas. Z jednej strony wróciliśmy do swojej rzeczywistości, z drugiej jednak strony pojawiła się świadomość zasięgu naszych działań. Pojawiła się świadomość, że ktoś zaczyna nas dostrzegać, poważnie traktować i tym kimś są ludzie Jej Królewskiej Mości. To zmobilizowało nas do lepszej identyfikacji celów, pomogło nam wybierać priorytety działań. Postawiło nas trochę do pionu i pozwoliło na spojrzenie na samych siebie, na naszą organizację w bardziej strategiczny sposób. I bardziej usystematyzowany.

Twoje wspomnienia z garden party u królowej?

To było niespełna dwa tygodnie temu. Piękny słoneczny dzień. Zaproszenie do ogrodów Backingham Palace mieliśmy na godzinę 16.00, więc z Walsall musieliśmy wyjechać już o 11.00. To, co uderzyło mnie na miejscu, to masa ludzi, którzy uczestniczyli w przyjęciu. To był korowód strojów we wszystkich kolorach tęczy. Na zaproszeniu był podany dress code, który dopuszczał też stroje regionalne. Skorzystały z tego zwłaszcza panie. Po strojach widać było, że goście pochodzili z niemal całego świata. Panowie we frakach, przeróżnych mundurach. Był kanadyjski żołnierz w bryczesach i charakterystycznym kapeluszu wojskowym, byli reprezentanci przeróżnych służb mundurowych, dyplomaci, burmistrzowie z łańcuchami na piersi. Ja sama miałam piórka we włosach, tak nakazuje etykieta. Przeszliśmy przez wejście główne pałacu i przez pałac. Weszliśmy do przepięknego ogrodu z jeziorem na środku. Rozstawione były tam trzy duże namioty. Jeden namiot dla gości, jeden królewski i jeden dla korpusu dyplomatycznego. Obrazek dokładnie taki, jak z powieści Emily Bronte czy Jane Austin. Przepiękne herbaciane róże, altanki, ogród zadbany w każdym detalu. Dwie oddalone od siebie orkiestry wojskowe. Poczułam się jakbym została cofnięta do innej epoki. I to jest ten aspekt, który na pewno warto przeżyć. Bardzo przyjemne doświadczenie.  Na przyjęciu oczywiście obecna była królowa Elżbieta II i jej rodzina.

Czy przyjeżdżając do Wielkiej Brytanii przypuszczałaś, że kiedyś zostaniesz zaproszona imiennie przez królową, jako wyróżnienie za swoją pracę na rzecz społeczeństwa?

– Zwariowałaś!!?? Nie! Absolutnie. Cała moja praca społeczna to jest wynik kilku przypadkowych zdarzeń w moim życiu. Przyjeżdżając tutaj miałam zupełnie inne myśli i plany. Znałam ze studiów historię kraju, do którego przyjeżdżałam. Jestem filologiem anglistą. Znałam literaturę brytyjską, historię Wielkiej Brytanii, czyli miałam w miarę dobre pojęcie na temat kraju, do którego jadę. Miałam też pewną wiedzę na temat królowej i rodziny królewskiej, ale przez myśl mi nie przeszło, że kiedykolwiek będę zaproszona na spotkanie z królową.

To wyróżnienie to na pewno doping, co dalej?

Pomysłów u nas jest zawsze mnóstwo. Natomiast w pierwszej kolejności musimy teraz przygotować się do uroczystości wręczenia tej nagrody lokalnie w Walsall. To może się stać na dwa sposoby, albo odbieramy ją bezpośrednio z urzędu, albo przedstawiciel jej królewskiej mości przyjedzie do nas do szkoły.

Ponieważ miasto Walsall nigdy wcześniej nie otrzymało wyróżnienia tej rangi dla organizacji społecznych, a wiemy, że w tym roku jeszcze dwie inne organizacje zostały wyróżnione, spodziewam się, że Urząd Miasta Walsall będzie chciał wziąć udział w przygotowaniach do uroczystości. Jesteśmy na etapie rozważania jak to najlepiej zorganizować. Bezapelacyjnie jesteśmy ogromnie dumni z tej nagrody i chcielibyśmy możliwie najszerzej się tą radością podzielić z naszą kadrą, wolontariuszami, uczniami, rodzicami.

Chcemy, aby nasz przykład dał kierunek innym polonijnym organizacjom. Jest czym się chwalić, lecz w porównaniu z organizacjami innych mniejszości jako cała Polonia jesteśmy daleko w tyle, jeśli chodzi o rozpoznawalność naszych organizacji w społeczności lokalnej. Chcemy, aby przez takie wyróżnienia jak nasze to się zmieniało.

Technicznie nagroda oznacza to, że mamy prawo do używania na naszym papierze firmowym i na dokumentach znaku królewskiego wyróżnienia, co ma bardzo duże znaczenie marketingowe. Raz otrzymana nagroda zostaje z nami do końca działalności organizacji, potwierdzając naszą wiarygodność i rzetelność. Na pewno będzie to duże ułatwienie w szukaniu parterów strategicznych, w szukaniu funduszy. To od nas zależy, czy wykorzystamy to w mądry sposób, który pozwoli nam w pełni rozwinąć skrzydła i odnosić dalsze sukcesy.

Jakie unikalne cechy EWA CIC złożyły się na Wasz sukces?

Pasja. Przede wszystkim pasja. I chęć tworzenia szkoły. To, co stworzyliśmy robiliśmy dla naszych dzieci. Stoi więc za tym duży ładunek miłości rodzicielskiej. Wszystko zaczęło się od pomysłu założenia szkoły. Dołączali do nas kolejni rodzice, wierzyliśmy, że to jest potrzebne, że to jest dobre. Byliśmy na tyle pozytywnie zakręceni, że chciało nam się chcieć, a przecież to jest tak naprawdę kawał ciężkiej pracy. Unikatowość polega na tym, że jesteśmy magnesem, który przyciąga wspaniałych ludzi. Przyciągamy osoby, które mają niesamowite talenty. To są pedagodzy, trenerzy sportowi, specjaliści logopedzi, psycholodzy, artyści, malarze, naukowcy. Mamy w zespole krawcowe, mamy księgowe, sekretarki prawne. Nasz kadra to 72 osoby. Zaczęło się od szkoły dla dzieci, a teraz prowadzimy też kursy dla dorosłych. Jesteśmy podestem, który pomaga ludziom się podźwignąć i zaistnieć w życiu zarówno zawodowym, jak i prywatnym. Jest z nami rodzic, który jest od samego początku istnienia szkoły. To osoba, która przechodziła bardzo poważne problemy rodzinne będąc otoczona naprawdę ciężką dawką patologii, od której próbowała się odizolować. Przyszła do nas jako rodzic z dzieckiem do szkoły. Dzisiaj ta osoba mówi, że nasza szkoła uratowała jej życie. I to bez żadnej przenośni. To mocne określenie, ale prawdziwe. Mamy też zespole dziewczynę, która przyszła do nas cicha jak szara myszka. Nie tylko stała się członkiem naszej kadry, ale też rozwija swój prywatny biznes. Przeszła metamorfozę od stania cicho w korytarzu, jako jeden z naszych rodziców, do odkrycia olbrzymiego talentu artystycznego. Stało się to dzięki zaangażowaniu jej w nasze projekty. Poprzez lepienie aniołków i bałwanków na nasze kiermasze świąteczne doszła do etapu, że tworzy już pod swoim brandem i zbiera pierwsze zamówienia na własne wyroby. Mamy osoby, które dzięki nam otrzymały pacę w sektorze edukacji. Ludzie zaczynają żyć życiem naszej organizacji. Tworzą się przyjaźnie.

Czy w ślad za sukcesem społecznym idzie sukces finansowy dla organizacji?

Organizacja jest cały czas na etapie rozwoju. Mamy świadomość tego, że jest dużo rzeczy do udoskonalenia i poprawienia. Natomiast wraz z tym rozwojem każdego roku rośnie nasz obrót finansowy. W ubiegłym roku został on wręcz podwojony. Mamy więc tendencję wzrostową. Rosną nam obroty, ale też wzrasta zapotrzebowanie na nasz serwis. Jesteśmy organizacją non profit, nie generujemy dochodu. Nasze wydatki ciągle przewyższają to, co otrzymujemy. Stąd jest potrzeba nieustannego szukania strategicznych partnerów, sponsorów i aplikowania o fundusze. Bez tego nie będziemy w stanie istnieć. Sukcesem finansowym będzie sytuacja, gdy otrzymamy fundusze dostosowane do potrzeb społeczności i serwisu, który jesteśmy gotowi tej społeczności dostarczyć, fundusze nie tylko na kontynuację doraźnych projektów, ale na realizację naszych planów. I to jest bardzo realne.

Jak powstała EWA CIC

– EWA powstała na zgliszczach poprzedniej szkoły, którą próbowało zniszczyć niezdrowe ego jednego z ówczesnych współpracowników. W tym samym czasie zgłosiła się do mnie ekipa Polish Artists in London odział West Midlands. Również mieli sparzone palce na współpracy z inną polonijną organizacją. Przyszli do mnie, usiedli i powiedzieli „chcemy z tobą pracować”. Tak w najbardziej krytycznym i dramatycznym momencie połączyliśmy siły dwóch organizacji. Połączyliśmy doświadczenie w prowadzeniu szkoły z kreatywnymi talentami PAiL i zarejestrowaliśmy organizację EWA CIC. Poprzednie doświadczenia nauczyły nas ostrożności w dobieraniu współpracowników. Jesteśmy wyczuleni na tym punkcie do dzisiaj. Pierwszy rok to było odbudowywanie zaufania w naszym najbliższym otoczeniu, praca nad reputacją i naszym wizerunkiem. Punktem przełomowym był moment, kiedy zaczęli do nas wracać rodzice z dziećmi i polecać nas nowym rodzicom. Każdego roku mieliśmy więcej i więcej dzieci, aż doszliśmy do momentu, że się nie możemy pomieścić w budynku wynajmowanej na sobotę szkoły. Ukoronowaniem naszego dotychczasowego wysiłku i potwierdzeniem, że idziemy we właściwym kierunku jest najwyższe w Wielkiej Brytanii wyróżnienie, jakie może przyznać królowa dla organizacji społecznej.

 

Lubisz portal Bo Warto? Polub też nasz fanpage 🙂 i udostepnij go swoim znajomym, którzy jeszcze o nas nie wiedzą. Dziękujemy!

Comments: 1

Your email address will not be published. Required fields are marked with *

0

Your Cart