wiadomości polonijne, Polacy w UK

Polak, który wygrywa hackathony

Views: 4786
Blockchain hackathon
BoWarto

Hackathon to wciąż nowy trend w budzeniu kreatywności u osób związanych z branżami technologicznymi. Najczęściej przybiera formę dwudniowego maratonu innowacyjnego skierowanego do konkurujących ze sobą zespołów złożonych z programistów, analityków, psychologów, project managerów, designerów. Zadaniem zespołów jest stworzenie innowacyjnego projektu rozwiązującego wyzwanie (challenge), jakie przed uczestnikami postawili organizatorzy.

Seweryn Bidołach wraz z 6-osobowym teamem zwyciężył w londyńskim Blockchain Hackathon z główną nagrodą $20 000 oraz możliwością zakontraktowania projektu na kwotę $100 000. O hackathonie, zwycięskim rozwiązaniu i wyniesionych doświadczeniach z Sewerynem Bidołach rozmawia Małgorzata Skibińska

Co robiłeś podczas ostatnich weekendowych 48 godzin?

Przez 48 godzin mierzyłem się z challenge’m. Dostaliśmy wyzwania, które musieliśmy rozwiązać. Wszystkie związane były z siecią Blockchain. Pamiętam, że jeden z challenge’y dotyczył identyfikacji osób z wykorzystaniem blockchainów. W innym temacie trzeba było wykorzystać smart contact / smart transaction w systemie do głosowania. To są te challenge, które ja pamiętam i które wykorzystaliśmy w naszym rozwiązaniu zaprezentowanym na hackathonie.

Jak się zabraliście do wyzwań?

Zabraliśmy się tak, że na początku nie mogliśmy sformować zespołu. Dopiero organizator pomógł nam zbudować zespół z ludzi, którzy nie dostali się do innych zespołów. Na hackathon można przyjść z gotową drużyną a nawet z gotowym rozwiązaniem z danej dziedziny, które chce się sprzedać. Ale ja akurat przyszedłem sam, zaciekawiony nową dziedziną, jaką jest blockchain, na której wcale dobrze się nie znam. Na szczęście w zespole znalazła się jedna osoba, która miała większą wiedzę niż ja na temat blockchainów i ona przekonała nas, co z tym tematem można zrobić w kontekście wyzwania. Na podstawie jego wiedzy a także mojego doświadczenia z poprzedniego hackathona, który też wygrałem, przygotowałem rozwiązanie techniczne. Tak więc w zespole pokrywałem część techniczną dzięki mojej wiedzy, którą nabyłem podczas ostatnich 12 lat. Wiem też jak pracuje się w zespole i jak rozwiązywać konflikty, co okazało się bardzo przydatne. Wiedziałem, kiedy się wycofać, kiedy coś podpowiedzieć i to też była moja rola w zespole. Zbudowaliśmy prototyp. To był prototyp, który nadawał się do pokazania. Musieliśmy go oczywiście zmodyfikować. To nam pomogło zrobić duży krok na przód. Później się podzieliliśmy na mniejsze zespoły. Zaczęliśmy myśleć nad drobniejszymi kwestiami. Na początku był duży entuzjazm, a potem zaczęły się pytania: „czy to ma sens?”, „czy my możemy tym rozwiązaniem wygrać?”. Przyszedł też taki stan, że zaczęlismy tracić wiarę, zaczęlismy powątpiewać w swoje rozwiązanie. W dodatku rozmawialiśmy też z organizatorami, co oni myślą na temat naszego rozwiązania i na początku byli bardzo sceptyczni do naszego pomysłu.

Jak myślisz, jaka filozofia zawarta w waszym projekcie spowodowała, że wygraliście? Co mogło przeważyć, że decyzja jurorów była taka, a nie inna?

Jednym z kryteriów była innowacja. Jurorzy stawiali też na czynnik społeczny. Na tym hackathonie cały czas ktoś nas obserwował i widział, że ludzie, którzy do tej pory się nie znali są w stanie się zorganizować i coś robić. A dodatkowo pomysł, który zaprezentowaliśmy jest prosty do komercjalizacji. To moim zdaniem, spowodowało, że jurorzy zainteresowali się naszym rozwiązaniem.

Kim byli jurorzy?

Trudno jest mi powiedzieć. Na poprzednim hackathonie to byli bankowcy, bo tematyka była z obszaru banków i fintechu. Tutaj tematem był blockchain. Jest to zagadnienie, które uważane jest za antysystemowe, decentralizacyjne, czyli coś, czego banki nie chcą, ale też ze względu na ewolucję nie mogą nie zauważać. Gdybym miał zgadywać, to jurorami byli inwestorzy. Słyszałem wśród nich język rosyjski, myślę, że Chińczycy tam byli i na pewno ludzie z Izraela również. Prowadzenie hackathona powierzone zostało agencji rekrutacyjnej, Larson Group

Czego nauczyłeś się przez te 48 godzin?

Nauczyłem się, że blockchain jest siecią, która ma mega potencjał. Ta sieć umożliwia mnóstwo rozwiązań. Rozmawiałem z jednym z inwestorów, który uważa, że struktury bazy danych i wszystkich informacji, będą w przyszłości magazynowane właśnie w sposób wykorzystujący system sieci blockchaina. Nauczyłem się też pracy z ludźmi, kompromisów, interakcji z różnymi charakterami. Także tego, że trzeba wierzyć w to, co się robi. Mieliśmy wątpliwości, nawet przed samym końcem, czy to, co robimy przez 48 godzin ma sens.

Hackathon to 48-godzinna praca nad rozwiązaniem. Ale jak to logistycznie wygląda? Przecież musieliście się wyspać, odświeżyć, coś jeść…

Ten hackathon był bez możliwości spania na miejscu. Odbywał się od 9.00 do18.00, przez sobotę i niedzielę. Ale jak ktoś chciał pracować przez całą noc, to mógł zostać. Do tego służyło specjalne lobby, gdzie uczestnicy siedzieli w nocy nad projektami. Są hackathony, gdzie to, czy uczestnik pojedzie się przespać do domu, zależy tylko od niego. Wówczas jest przygotowane pomieszczenie, gdzie można się zdrzemnąć. Tak właśnie ja spałem w na poprzednim hackathonie. Siedziałem nad projektem do północy i nie opłacało mi się potem wracać do domu, żeby o 6 rano wstawać. Organizatorzy zapewniają jedzenie. Tym razem było tzw. healthy food – dużo sałatek, kanapki, soki, gorące napoje. Ale na poprzednim pamiętam były też chipsy i piwo.

Co zaproponowaliście w Waszym rozwiązaniu?

Zaproponowaliśmy nową sieć bitcoina dla organizacji charytatywnych. Takie rozwiązanie ominęłoby wszystkie środkowe elementy, jakie napotyka przepływ pieniądza i jakie związane jest z pobieraniem opłat za te transakcje. Dodatkowo gdybyśmy np. chcieli zrobić donację dla kogoś w Afryce, no to tracimy na spreadzie walutowym. W naszym rozwiązaniu taka wpłata jest wpuszczana tylko pomiędzy dwie końcówki – początkową, u tego, kto chce wpłacić pieniądze na projekt i końcową, nawet nie u tego, kto zarządza projektem, ale u tego, kto wykona pracę dla projektu. Dzięki temu tylko na tych dwóch końcach są wymieniane pieniądze. Oczywiście nie wiemy jeszcze jak to prawnie rozwiązać, ani jak opodatkować. W pomyśle, to jest coś, co pozwoli przekazywać pieniądz bezpośrednio do osób, a nie do banków czy innych instytucji.

Jak fizycznie wyglądał projekt, który oddaliście jurorom?

To była prezentacja. Opisaliśmy problem, który rozwiązywaliśmy, opisaliśmy jak wygląda rynek, czyli jaka jest skala zagadnienia, ile można zarobić/zaoszczędzić, pokazaliśmy prototyp. Stworzyliśmy rozwiązanie informatyczne, czyli kod, aplikację ze stroną internetową, po której użytkownik może klikać, przechodzić dalej, tak jakby ktoś już realnie chciał przesłać pieniądze w dowolny rejon globu. Na końcu zaprezentowaliśmy nasz zespół. Prezentowania podjęły się osoby, które w zespole najlepiej znają się na biznesie, bo to one wiedzą najlepiej, jak sprzedać pomysł.

Lubisz stratupy, pasjonujesz się kitesurfingiem. Dlaczego określasz się też jako hacker?

Szukam czegoś takiego, co pozwoliłoby przełamać stereotypy i w jakiś sposób zmienić system. Nie podoba mi się hierarchizacja naszego społeczeństwa, która słabszym osobom nie do końca pozwala się przebić. To jest coś, co mnie boli. System jest taki, że dzisiaj musisz pokazać pewność siebie. A bywa tak, że osoby dobre w swoich wąskich dziedzinach nie mają takiej pewności siebie przegrywają, mimo swoich kompetencji.

 

Seweryn Bidołach ma 32 lata, studia informatyczne kończył w rodzinnej Zielonej Górze, a w poznańskiej Wyższej Szkole Bankowej zarządzanie projektami. W Londynie mieszka dwa i pół roku

Lubisz nasz portal? Polub też fanpage Bo Warto – dziękujemy 🙂

Comments: 1

Your email address will not be published. Required fields are marked with *

0

Your Cart