wiadomości polonijne, Polacy w UK

Sonia Wędrychowicz o bankach, startupach i Azji

Views: 688
Sonia Wędrychowicz w kawiarni
BoWarto

Dziewczyna z Lublińca. W bankowości pracuje ponad 20 lat, najpierw w Polsce, potem w Azji, gdzie realizowała projekty związane z cyfryzacją bankową. Z Sonią Wędrychowicz rozmawia Małgorzata Skibińska

Gdzie jest więcej innowacji w bankowości czy w startupach?

Banki więcej mówią o innowacjach, a startupy je częściej realizują! Startupy nie mają ograniczeń wynikających z procedur, w bankach myślenie jest bardziej zachowawcze. W organizacjach takich jak banki ludzie często nie pracują dlatego, żeby ich firma osiągnęła sukces, ale żeby to oni go osiągnęli, wspinając się po kolejnych szczeblach kariery. W startupach jest inaczej. Ludzie pracują po to, aby ich organizacja osiągnęła sukces, bo wiedzą, że to będzie miało bezpośrednie przełożenie na ich karierę. Innowacje są bardzo związane ze skłonnością i chęcią podejmowania ryzyka i próby robienia czegoś nowego, są wielokrotnie większe w startupach niż w bankach.

A jak wypada kreatywność i możliwości niezależnych startupów w porównaniu z pomysłami rozwijanymi w laboratoriach technologicznych działających przy korporacjach czy bankach?

Świat jest pełen wspaniałych kreatywnych ludzi. Problem polega ma tym, ze oni nie zawsze mają możliwość dać ujście tej kreatywności. Często odchodzą z miejsc, które promują status quo. Szacuję, ze w bankach kreatywnych osób jest około 30%, a w startupach ponad 90%.

Aby twórcy nowego pomysłu mogli osiągnąć skalę, muszą mieć pieniądze. Uważam, że jeśli startup może rozwijać się z pomocą prywatnych inwestorów, to jest to zawsze lepiej, niż ich rozwój w laboratoriach bankowych, pomimo tego, ze niektóre są naprawdę niezłe. Często stoją za nimi ludzie, którzy faktycznie chcą przyśpieszać takie startupy, żeby wykorzystać ich rozwiązania dla celów bankowych.  Niektóre banki chcą mieć takie startupy pod swoimi skrzydłami również dlatego, aby moc w nie zainwestować i zrealizować zysk. W takich przypadkach samo rozwiązanie jest niekoniecznie interesujące dla banku. Bank myśli wtedy jak udziałowiec. Oprócz takich pozytywnych przykładów obserwuje tez niestety coś, co chyba można nazwać moda lub po prostu owczym pędem – nagle wszyscy chcą mieć akceleratory startupów, a często nie do końca wiedzą, dlaczego.

Jak banki reagują na innowacyjne pomysły jak np. technologia blockchain czy machine learning?

Zauważyłam, ze często duże korporacje w tym banku maja nieco alergiczne podejście do innowacji – szczególnie gdy pojawia się coś zupełnie innego. Najczęściej spotykaną reakcja jest krytyka i chęć obrony istniejących rozwiązań. Tak się zwykle  dzieje na początku, zanim ludzie zrozumieją nową ideę. Bardzo niewiele jest takich przykładów, gdy banki otwierały się natychmiast na nowe rozwiązania. Często zużywają dużo czasu i energii  żeby zrozumieć, na czym takie  nowe rozwiązanie polega i jakie kreuje ono możliwości raczej niż zagrożenia. Często dopiero po pewnym czasie, gdy niemal cały świat pokazuje  że coś jest oczywistą jakością,  banki zaczynają się otwierać. I takie jest moje doświadczenie z blockchainem, ze sztuczną inteligencją, z machine learning i z big data. Proces poznawania, akceptacji trwa dłużej. Banki są bardziej zachowawcze i bardziej zbiurokratyzowane i dlatego z reguły zostają w tyle z innowacjami. Spotykam się często z takim myśleniem: „tego się nie da zrobić” Pytam wówczas, „ale dlaczego?” I słyszę odpowiedź „bo taka jest procedura”. Ripostuje wówczas: Ale przecież procedura została stworzona przez nas. Czy to ona nami rządzi, czy my rządzimy procedurą?

Jak sama odnajdujesz się w nowych technologiach?

Generalnie bardziej czuję biznesowe zastosowanie tych technologii, czyli rozumiem, jak one działają, ale na pewno nie jestem w stanie wytłumaczyć ich na poziomie kodu, który za nimi stoi. W zamian mogę podać kilkanaście przykładów, gdzie mogą  być one zastosowane biznesowo. Potrafię powiedzieć, jak wykorzystać  nową technologię, aby przyniosła ona bankowi korzyści.  Tak jest np. z blockchainem. Znam kilkanaście rozwiązań, jak zastosować machine learning czy AI w bankowości, ale na bazie kodu nie powiem zbyt wiele.

Sonia Wędrychowicz, portret

Na czym polega idea open API stosowana w bankowości?

Banki mają licencję na posiadanie depozytów bankowych i co za tym idzie, stworzyły również większość usług związanych z tymi depozytami. Regulatorzy i inni uczestnicy rynku uważali, że należy go otworzyć, aby dawać jak najlepsze rozwiązania klientowi. To spowodowało, że banki zaczęły myśleć, że w tym otwarciu kryje się szansa na stworzenie nowych kanałów akwizycji i większego zaangażowania klientów, ponieważ ludzie coraz mniej czasu spędzają w świecie rzeczywistym a coraz więcej on-line. Idea portalu z open API jest taka, że umożliwia on budowanie przez firmy fintechowe rozwiązań dla klientów z wykorzystaniem danych klientów oraz pewnych funkcji bankowych. Takie rozwiązanie powoduje, że banki mogą zaistnieć w wirtualnym świecie i czekać tam na swojego klienta. To, co pobudza ludzi do działania, są nasze potrzeby – te codzienne i te bardziej fundamentalne – życiowe. Ostatnia rzecz, o jakiej myślimy przy jej rozwiązywaniu to płatność. Badania pokazują, że 80% naszych dziennych czynności kończy się transakcją finansową. Droga do transakcji bankowej musi być jak najbardziej transparentna, najlepiej zupełnie bezproblemowa i niewidoczna dla klienta. I na tym polega open API – umożliwia ono  bankom czekanie ze swoją usługą bankową na klientów tam, gdzie się w danym momencie znajdują. Jeśli klient chce sobie kupić bluzkę, to jesteśmy tam z naszą kartą kredytową, ale też coraz częściej z gotowym prostym systemem płatności punktami. W Singapurze jest portal o nazwie propertyguru.com  gdzie można obejrzeć domy i apartamenty do kupienia. Wprowadziliśmy na portalu przy każdej ofercie przycisk, który uruchamia polecenie „sprawdź, czy stać mnie na ten dom” i system API oblicza,  ile jest potrzebne wkładu własnego, jaką kwotę kredytu bank może od jutra przyznać tej osobie, jaka będzie miesięczna rata i jakie będą niezbędne dokumenty. Można też pójść dalej i on-line otrzymać  taki kredyt. Dzięki temu banki nie muszą pytać na ulicy ludzi, czy chcą kredyt hipoteczny. Większość tak napotkanych osób nie będzie go potrzebować. Dzięki API banki są tam, gdzie ludzie myślą o kupnie dóbr i usług.  To jest taki mały życiowy przykład jak można połączyć biznes z technologią.

Jak na tle światowych banków widzisz polską bankowość? 

Bardzo dobrze postrzegam polską bankowość. Widzę w Polsce bardzo dużo ciekawych rozwiązań i dobrych startupów. Staram się tym startupom otwierać drzwi na rynek azjatycki, singapurski. Raz do roku w Singapurze odbywa się tzw. FinTechFestival. Jest on organizowany i finansowany przez lokalny nadzór  bankowy.  Ściąga on na tydzień z całego świata do Singapuru firmy, które chcą zaprezentować swoje rozwiązania i osiągnąć sukces. W listopadzie ubiegłym roku udało się ściągnąć na ten festiwal wiele polskich startupów, które powoli podpisują umowy i zaczynają istnieć na tym rynku. Te polskie startupy wprowadziły już wcześniej niesamowite rozwiązania dla takich banków w Polsce jak Alior, mBank, BZ WBK, Millenium. Serce rośnie, gdy widzę, jak bardzo  zdolnych mamy ludzi. I to w takich dziedzinach jak sztuczna inteligencja, blockchain, big data. Polacy są bardzo kreatywni, a do tego wciąż nie jesteśmy drodzy. Polskie rozwiązania są dużo tańsze od rozwiązań IBM czy Microsoftu, a dzięki temu,  że są oparte na nowych technologiach, są niesamowicie elastyczne.

Zanim trafiłaś do banków w Azji, pracując w bankowości Warszawie miałaś swoje „drugie życie” w fundacji zajmującej się edukacją ekonomiczną najmłodszych. Co dokładnie tam robiłaś?

To Fundacja Młodzieżowej Przedsiębiorczości, która powstała w Stanach Zjednoczonych na początku XX wieku. Promuje ona ekonomiczną edukację młodzieży, a finansują ją korporacje. Jeden z szefów w Citibanku, gdzie wówczas pracowałam, działał w tej fundacji i zachęcił mnie, abym i ja do niej dołączyła. Bardzo szybko zostałam przewodniczącą rady fundacji. Rada składa się z osób spoza organizacji, która nadzorują. Ich rola jest dawanie fundacji wskazówek i nadzór nad jej działalnością. Idea rady jest, aby jej członkowie wywodzili się z dużych firm, w tym ubezpieczeniowych i banków, które jednocześnie wspierają finansowo fundację, aby miała ona środki na działalność. Dzięki temu, że osoby decydujące o finansach były w radzie, zawsze wiedziały, co fundacja robi, jakie projekty właśnie realizuje i ilu uczniów uczestniczy w tych projektach. Za moich czasów fundacja zaczęła mieć bardzo duży wpływ na edukację finansową młodzieży w Polsce, gdyż prawie 700 tysięcy uczniów było objętych naszymi programami.

Gdy przewodniczyłam fundacji, sama uczyłam w szkołach korzystając z jej materiałów, aby  moc sprawdzić, na jakim poziomie są te programy. Mieliśmy np program „Od grosika do złotówki”, w którym uczestniczyła szkoła mojego syna i ja tez byłam na zajęciach. Pojechałam tez do swojego własnego liceum do Lublińca i uczyłam dzieciaki na podstawie materiałów, które fundacja przygotowała do programu Moje Finanse. Dzięki temu mogłam sama zobaczyć jak to działa i jaka ma wartość. Ludzie z Fundacji byli wyjątkowi – niezwykle kompetentni, a jednocześnie bardzo pracowici i skromni. Mieliśmy opracowane dla polskiej młodzieży materiały dotyczące ekonomii, które nie były książkowe, ale bazowały na warsztatach i wiedzy bardzo praktycznej. Był na przykład program pt. „Młodzieżowe Mini-przedsiębiorstwo” gdzie dzieciaki w ramach szkoły tworzyły swoją własna firmę, w którym produkowały towary lub usługi, a następnie je sprzedawały i konkurowały z przedsiębiorstwami z innych szkół, o miano najlepszego młodzieżowego mini-przedsiębiorstwa. Finały organizowaliśmy na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie i następnie zwycięskie drużyny jechały do Szwajcarii, i tam konkurowały z ekipami europejskimi.

Udało mi się zaangażować sporą część środowiska zarządczego świata finansowego Warszawy i sprawić, że dołączyli oni do fundacji. Dzięki temu było o wiele więcej pieniędzy, więc programy edukacyjne mogły objąć swoim zasięgiem większą liczbę uczniów. Fundacja działa do dzisiaj. Teraz prowadzą ją osoby, które ja kiedyś do niej wprowadziłam.

Czy uważasz, że Twoja kariera zawodowa osiągnęła półmetek? Jaki masz pomysł na resztę życia zawodowego?

Mam szczera nadzieje, że po 24 latach nieprzerwanej pracy zbliża się ona już ku końcowi (śmiech). Oczywiście w takiej typowej, bardzo tradycyjnie rozumianej karierze zawodowej. Chciałabym jeszcze parę lat podziałać w korporacji, głównie ze względu na to, że mam dzieci, których międzynarodowa edukacja wymaga sporych nakładów finansowych. Natomiast za parę lat chciałabym robić zupełnie inne rzeczy. Myślę, aby zaangażować się w działalność charytatywną, aby pomagać startupom, aby dawać swoją wiedzę i doświadczenie innym. Miałam szczęście i dużo dostałam od życia, spotkałam wielu ludzi, którzy mi pomogli, uwierzyli we mnie, byli moimi mentorami. Chcę, aby nadszedł moment, w którym to ja będę mogła to oddać i pomóc innym. Jest to dla mnie ważne. Myślę o tym, aby przekazywać swoją wiedzę i doświadczenie startupom na rynkach wschodzących, w takich krajach, jak Birma, Kambodża, Laos czy Indonezja.

Sonia Wędrychowicz – absolwentka SGH, lider cyfrowej transformacji z ponad 24-letnim doświadczeniem w bankowości zarówno w Europie jak i Azji. Pracę zawodową zaczęła w Citibanku w Polsce, gdzie spędziła ponad 18 lat, była wiceprezesem zarządu Banku Handlowego. Przez 3 lata pracowała w Malezji jako Consumer Bank Country Head for Standard Chartered Bank, a następnie (w 2015 roku) przeniosła się do DBS Bank w Singapurze, gdzie przez ostatnie 3 lata pracowała przy czołowych projektach transformacji cyfrowej. Przy okazji swojej przeprowadzki do Azji zaczęła trenować sztuki walki w tym Muay Tai i amerykański kickboxing, zdobywajac czarny pas.

Lubisz portal polonijny Bo Warto? Dziękujemy! 🙂 Polub też nasz fanpage i powiedz o nas znajomym.

 

Comments: 0

Your email address will not be published. Required fields are marked with *

0

Your Cart